
Michael Rasmussen spotkał się wczoraj z przedstawicielami UCI w Aigle (Szwajcarii), by przedyskutować jego sprawę związaną z podaniem nieprawdziwych danych, dotyczących jego miejsca pobytu na łysek przedtem Tour de France. Adwokat Duńczyka otrzymał we wtorek komunikat ustalony przez Rabobank jeśli chodzi o szczegółów wycofania Rasmussena z udziału w Wielkiej Pętli. od danych tam zawartych Rasmussen nie powinien nawet nadepnąć na bój Touru.
Rasmussen ma dzisiaj odpowiedzieć na komunikat Rabobanku, ustalony przez Petera Vogelzanga, byłego szefa policji w Utrechcie.
Dyrektor antydopingowy UCI, Anne Gripper powiedziała w sierpniu, iż wydanie zdarzeń Rasmussena zmieniała się zbyt notorycznie i wynika z tego, iż Duńczyk kłamał. "Teraz otrzyma kolejne ostrzeżenie za kłamstwa i zostanie ukarany zgodnie z regulaminem"- powiedziała Gripper.
Duński połączenie Kolarski orzekł wczoraj, iż "Michael Rasmussen poprzednio nigdy nie wystąpi w reprezentacji Danii". "Swoimi kłamstwami zatrzasnął sobie drzwi do reprezentacji" - powiedział tom Lund, zwierzchnik DCU.
9 listopada w trakcie konferencji prasowej w Hellerup (niedaleko Kopenhagi), Michael Rasmussen jawnie przyznał się do tego, iż okłamał UCI i, iż nie przebywał w Meksyku na łysek przedtem rozpoczęciem Tour de France.
"Chciałem jasno powiedzieć, iż nie byłem w Meksyku w czerwcu. Wprowadziłem w błąd w podobny sposób UCI, jak i wszystkich fanów kolarstwa. Ważne jest jednak na rzecz mnie to, by podkreślić, iż pod żadnym względem nie okłamałem mojego zespołu Rabobank. Oni wiedzieli cały czas gdzie jestem i dlaczego" - powiedział Rasmussen.
Duńczyk jechał w żółtej koszulce lidera Tour de France, gdy Duńska Federacja Kolarska ogłosiła, iż unikał testów antydopingowych i został wyrzucony z drużyny narodowej. Rasmussen bronił się, iż kontrole dopingowe, w których nie brał udziału ówczesny przeprowadzane przez duńską federację, która nie ma prawa przeprowadzania takich testów na kolarzu, jeżdżącym na monakijskiej licencji.
"To ówczesny duńskie kontrole i nie mają prawa mi ich nałożyć brzemię Nie przebywałem w Danii i mam licencję w Monako. Nie opuściłem, żadnych testów przeprowadzanych przez UCI i wada UCI testowało mnie nawet jeśli byłem w Danii na mistrzostwach kraju" - powiedział Rasmussen.
Kolarz stwierdził, iż powodem, na rzecz których okłamał UCI, ówczesny życzliwość natury osobistej: "Zrobiłem to z powodów osobistych i małżeńskich. Z uwagi na moją rodzinę nie będę rozwijał tego tematu. proszę dziennikarzy o to, by to uszanowali dzisiaj i w przyszłości".
Rasmussen dodał także, iż jego brygada wiedziała od początku, iż przebywał we Włoszech: "To na rzecz mnie kompletny absurd, iż Rabobank wycofał mnie z udziału w Wielkiej Pętli twierdząc, iż ich wprowadziłem w błąd. Włodarze Rabobanku wiedzieli, gdzie jestem, bo spotkałem się z Erikiem Breukink w Bergamo, w okresie od 4 do 19 czerwca w trakcie pobytu w Italii utrzymywałem kontakt z kilkoma członkami zespołu. 20., 23. i 25. byłem w Alpach. Pojechałem w podobny sposób w Pireneje, a bilet był zakupiony przez Rabobank. cały czas był przy mnie osobistość z ekipy".
Francuska filia Antydopingowa ogłosiła we wrześniu, iż w trakcie Tour de France w organizmie Duńczyka wykryto dynepo. jednak sprawdzian ten nie został zatwierdzony przez wada
"Po zakończeniu Tour de France, zostałem karny dwóm kontrolom i żadna z nich nic nie wykazała. Moim marzeniem jest teraz wyeksplikować całą tę sprawę i powrócić do profesjonalnego kolarstwa" - zakończył Rasmussen.